piątek, 18 grudnia 2015

Proponuję zacząć Nowy Rok od postanowienia: „Będę dbać o swoje ciało i umysł”. Najlepszym sposobem na to jest joga.

Regularne ćwiczenia dają sprawność kręgosłupowi, stawom, mięśniom i przynoszą spokój. Warto się o tym przekonać.

Joga jest dla każdego!

W styczniu i w lutym proponuję skorzystać z oferty, którą przygotowałam dla osób, które ćwiczą już ze mną oraz dla osób, które dopiero rozpoczną przygodę z jogą. Oto propozycje.


Ceny karnetów miesięcznych:

8 zajęć w miesiącu = 80 zł
(2 razy w tygodniu)

4 zajęcia w miesiącu = 50 zł
(1 raz w tygodniu)

Ceny karnetów trzymiesięcznych:

8 zajęć w miesiącu = 210 zł
(2 razy w tygodniu)
4 zajęcia w miesiącu = 120 zł
(1 raz w tygodniu)


Przy zakupie tego karnetu należy wpłacić od razu całą kwotę.

Cena za jeden miesiąc (ćwiczenia 2 razy w tygodniu) wyniesie wówczas 70 zł (zamiast 80 zł).

Cena za jeden miesiąc (ćwiczenia raz w tygodniu) wyniesie wówczas 40 zł (zamiast 50 zł).


Ceny karnetów miesięcznych
dla dwojga:

8 zajęć w miesiącu = 65 zł
(2 razy w tygodniu)

4 zajęcia w miesiącu = 40 zł
(1 raz w tygodniu)


Karnet może zakupić osoba, która ćwiczy już ze mną i dodatkowo przyprowadzi na zajęcia nową osobą, która również zdecyduje się na miesięczny karnet.

Karnet mogą również zakupić dwie osoby, które dotąd nie ćwiczyły ze mną.

Każda z osób zapłaci wówczas za karnet miesięczny 65 zł (zamiast 80 zł) w przypadku ćwiczeń 2 razy w tygodniu oraz 40 zł (zamiast 50 zł) w przypadku ćwiczeń raz w tygodniu.


Ceny karnetów miesięcznych dla trojga:

8 zajęć w miesiącu = 60 zł
(2 razy w tygodniu)

4 zajęcia w miesiącu = 38 zł
(1 raz w tygodniu)


Karnet może zakupić osoba, która ćwiczy już ze mną i dodatkowo przyprowadzi na zajęcia dwie nowe osoby, które również zdecydują się na miesięczny karnet.

Karnet mogą również zakupić trzy osoby, które dotąd nie ćwiczyły ze mną.

Każda z osób zapłaci wówczas za karnet miesięczny 60 zł (zamiast 80 zł) w przypadku ćwiczeń 2 razy w tygodniu oraz 38 zł (zamiast 50 zł) w przypadku ćwiczeń raz w tygodniu.


pojedyncze wejście = 20 zł



wtorek, 17 listopada 2015

Uwielbiam obserwować grupy, które spotykają się ze sobą po raz pierwszy na zajęciach.

W grupie dominują dziewczyny, więc sytuacja jest tym bardziej interesująca.

Na pierwszych zajęciach niektóre dziewczyny są elegancko ubrane, z gracją pochylają się w przód i w tył i poprawiają włosy, gdy tylko wymknie się mały, nieznośny kosmyk. Uważnie obserwują inne dziewczyny i oceniają ich stroje, sylwetkę, makijaż, włosy i zakres ruchu.

Dlaczego ja nie mogę unieść nogi tak wysoko, jak tamta dziewczyna?”
Dlaczego nie mogę utrzymać równowagi jak ona?”
Dlaczego moje biodra nie są takie szczupłe jak biodra tej dziewczyny po lewej?”
Dlaczego tamta ma takie gęste włosy, a ja nie?”

Dlaczego… dlaczego… dlaczego…

Jeśli ocena wypada negatywnie (a niestety tak jest najczęściej), budzi się złość, frustracja, smutek…

Na pierwszych zajęciach niektóre dziewczyny nie myślą o oddechu, o rozluźnieniu ciała, lecz oceniają i czują się oceniane. Ale to normalne, gdy spotykają się nowi ludzie w nowych miejscach i nowych warunkach.

Po miesiącu nie liczy się już strój, kolor maty czy perfekcyjny makijaż. Jeśli ktoś naprawdę poczuje radość jogi, detale nie mają znaczenia. Zaczyna się prawdziwa praktyka.

Po dwóch miesiącach regularnej praktyki przychodzi pełen spokój. Ciało jest bardziej elastyczne i rozluźnione, a umysł bardziej zrelaksowany.

Przychodzi też refleksja, że porównywanie się z innymi nie ma sensu. Rywalizacja nie ma sensu. Perfekcja w unoszeniu nogi nie ma znaczenia!

Najważniejszy jest rozwój ciała i umysłu. Stopniowy, lecz systematyczny.

Najważniejsze jest skupienie na tym, co mam, co osiągnęłam i radość, że to się wydarzyło. 

Najważniejsza jest droga, która jest jeszcze przede mną, bo tyle można na niej odkryć, spotkać, zobaczyć i doświadczyć.
Do zobaczenia w drodze!



wtorek, 3 listopada 2015

Czym jest joga?

Każdy, kto praktykuje ma na to własną odpowiedź. Każdy, kto nie ćwiczy, pewnie też...

Dla jednych jest filozofią życia, dla innych – zestawem ćwiczeń wzmacniających ciało. Jeszcze inni uznają jogę za sposób na oderwanie się od codziennego biegu i formę relaksu.

Nie istnieje jedna, właściwa odpowiedź na to pytanie, ponieważ… wszystkie odpowiedzi są dobre i właściwe.

Dla mnie joga jest drogą, na której spotykam moje ciało i mój umysł.
Czasem ta droga przebiega w euforii, a czasem jest trudna i wyboista. Pewnie jak każda droga…

Najważniejsze jednak, że jest ona codzienna i harmonijna.

Żaden fragment tej drogi nie jest ważniejszy niż następny – umysł podąża harmonijnie za ciałem, a ciało oddaje się codziennie woli umysłu.

I tak się to już toczy te… - naście lat... Niezbyt długo, ale też niezbyt krótko...

Najważniejsze, że codziennie i harmonijnie...



czwartek, 29 października 2015

Moja pierwsza w życiu sesja jogi zakończyła się po 30 sekundach...
Tak, faktycznie dość szybko... W tak krótkim czasie trudno się przekonać, czy joga to coś dla mnie czy nie... Zrobiłam pozycję zwaną „psem z głową w dół” i kiedy chciałam unieść prawą nogę w górę, z całym impetem uderzyłam stopą w drewnianą część kanapy i … joga się skończyła...

Skończyła się na dość długi czas, bo od tamtej chwili przelatywały mi przez głowę myśli typu: „Po jaką cholerę ja to robię!? Na co mi to?!”

Byłam przekonana, że joga przeznaczona jest dla niezwykle elastycznych i wysportowanych ludzi, bo przecież tylko oni mogę zawiązać ciało na supeł, nie szumi im w uszach przy każdym odchyleniu głowy w dół i nie drżą im mięśnie. Cóż więc ja – biedny żuczek – który nie potrafi unieść nogi w górę, żeby nie zrobić sobie krzywdy...

I joga zniknęła w odmętach niepamięci...

A potem – pewnego zwykłego dnia, który nie różnił się specjalnie od innych dni, między godziną przedpołudniową a popołudniową, między jedną kawą z mlekiem a drugą czarną, między jedną rozmową w pracy a drugą z moim mężem w domu - strzelił mi kręgosłup. I żeby to był przynajmniej jakiś wspaniały, niepowtarzalny strzał! Nic z tego!

To było beznadziejne uczucie, że coś dokucza, coś uciska, coś nie pozwala prawej nodze poruszać się jak dotychczas. To „coś” trzymało nogę w niewidzialnym uścisku i … pożerało mięsień!

(W tym miejscu znów powinno pojawić się przekleństwo, przypominające o pewnej zakaźnej chorobie, która pokonała m.in. naszego narodowego wieszcza, ale przez wzgląd na wieszcza się nie pojawi...)

Po kilku dniach mięsień prawego uda był wielkości mięśnia u chomika, a czucie w nodze zanikło całkowicie... Niczym fakir mogłam spoczywać na szpilkach lub gwoździach i nic... zero emocji typu: „Ałaaaaaaa...!!!!”

Nie wróżyło to dobrze u trzydziestoletniej osoby... Przełamując niechęć do „białego fartucha” zawlokłam resztki moich sprawnych mięśni do lekarza, który natychmiast rozpoznał objawy dyskopatii i rwy udowej i zapisał serię zastrzyków i środków przeciwbólowych...

Zastrzyki bolały! Pośladek zwijał mi się w trąbkę – jak u prawdziwego jogina – i pocieszały tylko słowa pani pielęgniarki, która obiecywała, że po trzech zastrzykach sztywnienie nogi przejdzie.

Nie przeszło... Ani po trzecim, ani nawet po dziesiątym zastrzyku.

Pół roku później byłam już całkowicie przyzwyczajona do faktu, że ktoś niewidzialny trzyma – bez mojej zgody – moją prawą nogę w żelaznym uścisku. Kolejne wizyty u neurologa potwierdzały tylko diagnozę, że kręgosłup jest w słabej kondycji i pewnie w okolicach „czterdziestki” będę musiała pomyśleć o … (nie, nie o wakacjach nad Adriatykiem...) - o operacji kręgosłupa! Mało zabawne, prawda?

I wtedy... ktoś gdzieś... szepnął słowo „joga”... Że bardzo pomaga i że zabezpiecza przed takimi przygodami jak rwa kulszowa.

(Tu znowu przyszło mi na myśl słowo oznaczające tę samą zaraźliwą chorobę oraz dopowiedzenie: .”..znowu ta joga”)

Cóż, przyszedł czas na działanie, bo zdecydowanie wolałam udać się w okolicach czterdziestki nad Adriatyk niż na salę operacyjną, gdzie zapewne bardzo mądrzy i doświadczeni lekarze szeptaliby zdumieni:
- Ojej, jaki nieładny i słaby kręgosłup. Nu, nu, nu – ty niedobry! Co zrobiłeś swojej pani?

Oczywiście nikt – włącznie ze mną – nie przyznałby, że to właśnie pani zaszkodziła totalnym bezruchem swojemu kręgosłupowi, że w końcu się poddał.

Chcąc tego wszystkiego uniknąć, powiedziałam: „Choć noga, idziemy!” i zawlokłam swoją prawą nogę z mięśniem grubości mięśnia chomika do biblioteki, żeby wypożyczyć film z lekcją jogi.

Na chybił trafił wybrałam „Jogę z Lindą Arkin”…

W domu bez przekonania włączyłam odtwarzacz DVD i…………………………………….

……………………………………………………………………………..................... wszystko się zaczęło! 

 


poniedziałek, 26 października 2015


Jestem instruktorką jogi akademickiej.
Brzmi naukowo, prawda?
A nawet trochę groźnie...
Zaraz wszystko wyjaśnię i gwarantuję, że już groźnie nie będzie!

Joga akademicka jest systemem pracy opartym na ćwiczeniach hatha jogi oraz technikach relaksacyjnych. Celem jogi akademickiej jest utrzymanie oraz poprawa zdrowia zarówno od strony fizycznej, jak i psychicznej. Najogólniej można powiedzieć, że jest to profilaktyka jogą, ponieważ wykorzystuje ona metody pracy z ciałem i umysłem, które można zmierzyć, sprawdzić i zweryfikować naukowo pod kątem pozytywnego wpływu na zdrowie człowieka.

Jeśli będziesz wykonywał/a ćwiczenia zgodnie z zaleceniami oraz z poszanowaniem własnego ciała, akceptując jego początkowe ograniczenia, zajęcia będą dla Ciebie przyjemne, relaksujące i bez żadnych dolegliwości. Efekty przyjdą niepostrzeżenie!

Wiem, o czym pomyślą sceptycy – reklama zajęć obiecuje relaks, a potem na zajęciach dla początkujących instruktorka lub instruktor każą robić pozycję świecy! Znam takie zajęcia - sama kiedyś na takich byłam, dlatego moim ewentualnym uczniom NIGDY nie zgotuję takiej "niespodzianki".

Asany na moich zajęciach zawsze są dostosowane do aktualnego samopoczucia i możliwości osób ćwiczących. Zawsze są też wykonywane z uwzględnieniem zasad anatomii i biomechaniki. W tym właśnie specjalizuje się joga akademicka, w której każda asana została poddana obserwacji naukowej pod kątem wpływu na zdrowie fizyczne i psychiczne człowieka!